Nasz przykładowy dzień naukowy - Edukacja domowa dla każdego

Przejdź do treści

Menu główne:

Edukacja domowa
Często o to pytacie - jak wygląda nasz naukowy dzień.
Już opowiadam... pamiętaj proszę jednak, że edukacja domowa to projekt w bardzo dużej mierze INDYWIDUALNY: w tym sensie, że każda rodzina ma swoje - rytuały, zwyczaje, wypracowane rozwiazania, cele, do których dąży i sposoby, jak je osiągać.
Ile rodzin, tyle projektów edukacji domowej.
Moim zdaniem jest to jedna z wartości dodanych tej formy kształcenia dzieci: na zjazdach, zlotach i spotkaniach jest tyle różnych, wspaniałych historii do opowiedzenia, podzielenia się, posłuchania, jak kreatywnie i unikalnie spędzają czas nasi przyjaciele i znajomi....


PORY ROKU
Działamy zgodnie ze słońcem. Latem wstajemy wcześniej (koło 07.00), zimą godzinę później.
Zazwyczaj bez budzika. Zimą, kiedy dzień jest krótszy i mniej czasu spędzamy na świeżym powietrzu (nie mylić z treningami i innymi zajęciami poza domem), więcej się uczymy. Do egzaminów.

Dlaczego? Ponieważ jak tylko... zrobi się ciepło, mocniej zaświeci słońce, wisna się rozpanoszy w naszych sercach i umysłach... na "regularną" naukę treści wymaganych podstawą programową szkoda nam czasu.
Egzaminy dzieci zdają zatem wczesną wiosną, żeby mieć  "swobodną głowę" na nasze wiosenno-letnie wyprawy: wyjazdy, podróże, wyprawy rowerowe, rollkowe, treningi, włóczenie się po łąkach, polach i górach. Bez presji, że jeszcze czeka coś do zaliczenia.

A najwięcej zawsze się i tak uczymy podczas takich wypraw, eksperymentów, sprawdzania, dociekania, a nie z podręczników. To jest dla mnie sens edukacji domowej. Uczyć się na pamięć, jakie minerały występują w Górach Świętokrzyskich czy pojechać i powędrować po gołoborzach, odwiedzając po drodzę Kadzielnię (trylobity!) i jaskinię z amonitami (można dotknąć!). Ten drugi sposób zapewnia dużo więcej radości, zabawy i na zawsze utrwala się pamięci trwałej dzieci. Tak mi pasuje bardziej.
A Tobie?


PIXABAY na licencji CCE
PIXABAY na licencji CCE
PORY DNIA

Moje kulkuletnie doświadczenia wskazują, że najlepiej się uczymy do południa. Zrozumienie tych samych treści po południu trwa zazwyczaj dwa razy dłużej.
Oczywiście nie wszystko przebiega bez zgrzytów.

Bardzo lubię wiedzieć, dowiadywać się, uczyć czegoś nowego każdego dnia. Ten głód wiedzy jest trudno opanować, a jeszcze trudniej - nie dzielić się odkryciami z dziećmi, teraz, natychmiast, już!
Wspominałam, że moi synowie są dużo bardziej cierpliwi, niż ja?

Wbiegam do pokoju Kuby i wołam:
- Kuba, a czy ty wiesz, że Chińczycy wyhodowali roślinkę na księżycu? Ziarenko bawełny im zakiełkowało!!!
- Mamo, a mogę to wiedzieć za pół godziny? Uczę się historii! Potem, dobrze...? - nastolatek przewraca oczami.

Wracam do siebie.
- Mikołaj, posłuchaj! "Ostatnie odkrycia neurologów potwierdzają, że hipokamp..."
- Mamo, rysuję Posejdona, nie widzisz? No, może nie widzisz, bo on widelec raczej trzyma, a nie trójząb. I sam wygląda jak przerośnięta koza - młodszy synek bardzo krytycznie patrzy na swoje plastyczne wysiłki. Może go wydrukujemy z internetu, co?
Bo ja go do prezentacji na egzamin potrzebuję. O bogach greckich i rzymskich będzie. I o Percym Jacksonie!  - moj 8-latek zakręcił się na punkcie książek Ricka Riordana i domaga się, żeby go pytać z mitologii greckiej i rzymskiej. Jest nie do zagięcia.  Co mówiłaś?
- Nie, nic, to może poczekać, masz rację synku - mruczę skruszona. - Może przerwa na drugie śniadanie?

Po południu jest czas na zajęcia "w terenie" lub na czas wolny. Karate, kravmaga, jazda konna, piłka nożna, stolarka, ceramika, kaligrafia... łyżwy (lub rolki), rowery, spacery. Książki. Dużo książek - dzieci przez osmozę wciągnęły pochłanianie słowa pisanego.

Wieczór.
Podsumowanie dnia, plany na jutro, czytanie, śpiewanie, usypianie, opowiadanie bajek (młodszy syn systematycznie domaga się usypiacza pt. "Kiedy mama była mała..." I płyną opowieści...
- A o Partenonie ci opowiadałam?
- Jak turyści zabierali kamyczki ze ścieżki na pamiątkę?
- Tak! Czyli opowiadałam.
- A o wspinaczce na Olimp ci opowiadałam?
- A, to nie kojarzę...
- To posłuchaj. Swit w Grecji wygląda trochę inaczej niż wschód słońca w Polsce...
- Inaczej niż kiedy w Bieszczadach wstawalismy o 3.30 rano, żeby dojść na szczyt i patrzeć jak się budzi dzień...
- Uhmmm. Było to tak ...

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego