Żagle, czyli swoboda na jeziorze albo wiatr na wantach

Żagle.

Zwrot przez sztag, wiatr na wantach, jak zrefować żagiel, gdzie jest fok, a gdzie forpik. Pojęcia znane mi dotąd z szant śpiewanych przy ogniskach w górach - jak wiadomo, najlepiej szanty śpiewa się w górach, tuż po WGB, Bieszczadzkich Aniołach i zbiorczych pieśniach masowego rażenia. Wczoraj pojęcia te nabrały sensu i logiki. A jaką sprawiły mi frajdę - uczyłam się bowiem żeglować z instruktorem rzecz jasna.

Genialne! Wiem, mówiłam tak wczoraj o jeździe terenowej i o lataniu. Nadal tak uważam!

Żeglowanie jest niesamowite!

Uczyłam się, jak na silniku wymanewrować łódkę z portu, po kilku godzinach wpłynęłam do portu, nie rozwalając macierzystej jednostki pływającej ani sąsiednich, uczyłam się, jak refować żagle ( i po co!), wyciągać szoty, a przede wszystkim - sterować. Nazwy wiatrów mi się mylą, za to zwrot przez sztag jest kapitalny…

Podejmowanie Stefana ("człowiek za burtą"), czyli uśmiechniętej piłki treningowej z obciążeniem szybciej poszło Mikołajowi, niż mnie, ale mnie też się udało (za drugim podejściem).

Mam ochotę zrobić patent na żeglarza jachtowego.


a1jpg


a2jpg